Skończ z tą ciuciubabką!

do reklamy (1)

Dlaczego przeżywamy miłosne rozczarowanie, choć było nam tak dobrze na początku? 

To doświadczenie wielu par, które zgłaszają się do mnie, mówiąc, że już nie jest  tak, jak  było kiedyś.  Że on/ona jest inny niż kiedyś i najbardziej chcą, żeby wróciło, to co kiedyś między nimi było. 

Żeby wróciło to poczucie jedności i porozumienia. Bycia dwiema połówkami jednego jabłka.  Żeby wróciło POCZUCIE  bycia kochanym i ważnym.

To nie są jakieś wyimaginowane pragnienia. To pragnienia i potrzeby wielu ludzi w związku. Ważne jest jednak to, jak te pragnienia i potrzeby próbujemy w związku osiągnąć.

Czasami robimy to poprzez nieświadomą – nieuświadomioną grę. 

 Co to za gra, w której oboje gramy?  I w której oboje  niestety przegrywamy? 

Pierwszym sygnałem ostrzegawczym, że grozi nam nieświadoma gra, zwana koluzją, bywa to, że czujemy się przy tym mężczyźnie czy przy tej kobiecie jak w domu. Aura, atmosfera, która tego człowieka otacza, jest nam tak znana, jakbyśmy byli u siebie. Od początku też się świetnie rozumiemy i bawimy. Mamy taki sam punkt widzenia na wiele spraw. No więc jesteśmy oczarowani, bo wydaje się nam, że spotkaliśmy bratnią duszę. A nawet drugą połówkę – że użyję tego określenia, choć go nie lubię, ale ono oddaje ten stan. Mamy więc poczucie dobrania, adekwatności, odpowiedniości. To, jak się nam wydaje, wystarczy, żeby być razem. I na początku wystarcza. Bo też nie zaczęlibyśmy być razem, gdyby było nam źle.

Dlaczego więc ten stan bliskości i zrozumienia nie jest trwały, a wręcz odwrotnie – boleśnie mija? Czy to było złudzenie, że tak wiele nas łączy – łączyło?

To nie było złudzenie, ale poczucie zrozumienia i bliskości wynikało z tego, że oboje odczuwamy podobnie, choć nie mamy świadomości, jak różne są przyczyny tych odczuwanych podobieństw. I jak te odmienne przyczyny wpłynęły również na ukształtowanie tego, w czym się różnimy. Niemniej w początkowej fazie związku bardziej doświadczamy podobieństw. Różnice zdemaskuje codzienność związku, ale na tym etapie to pieśń przyszłości.

Często to poczucie zrozumienia jest sygnałem, że nosimy podobne rany w sercu, mamy podobne uczuciowe deficyty. I właśnie to, co nas początkowo do siebie przyciąga, staje się z czasem źródłem problemów i bólu, jakiego nigdy nie chcieliśmy zaznać. 

Bo weszliśmy w tę relację, aby ten ból ukoić, te niespełnienia nasycić, dysfunkcje uleczyć. Stworzyliśmy ten związek po to, aby właśnie dostać to, czego dostać nie możemy – czego wcześniej nie dostaliśmy. Koluzja to nieświadoma gra, która ma sprawić, że partner da nam to, czego potrzebujemy i pragniemy. Wybawi nas od tego wszystkiego, co dla nas trudne. I da na wszystko to, czego oczekujemy.

A jako że ani związek, ani życie, to nie koncert życzeń, a nasz partner, to nie królewicz na białym koniu a żadna z nas nie jest księżniczką zamkniętą w wieży, to w dłuższej perspektywie związku, ta koncepcja nie działa.  Trwanie przy niej – często nieświadome trwanie przy niej – przekłada się na destrukcję związku.

Takie oczekiwanie, że to partner ma nam dać, ma  zrobić to, czego oczekujemy i jeszcze ma to zrobić z uśmiechem i radością,  i właściwie to powinien być wdzięczny, że może to dla nas zrobić – to oczekiwanie jest  tyle samo destrukcyjne, co nierealne.    

Takie oczekiwanie przekłada się na zawłaszczenie związku przez jedną stronę tej relacji. Przekłada się na grę dominacji z uległością. Grę bycia niezadowolonym z przerzucaniem tego niezadowolenia na partnera. Grę oczekiwań i przenoszenia odpowiedzialności za ich realizację na partnera.  To gra jednego dyrygenta, który zazwyczaj nie jest zadowolony z osiągnięć grającego. 

I to gra, w której grający – wykonawca, czyli partner podejmujący coraz więcej starań, wyzwań, wkładający coraz więcej wysiłku w uszczęśliwienie drugiej osoby, jest coraz bardziej nieszczęśliwy, bo jego starania i wysiłek nie przynoszą rezultatów. Dyrygent jest wciąż niezadowolony i wciąż wysuwa nowe roszczenia. I jeszcze zaczyna żądać, aby grający już samodzielnie „czytał w jego myślach”.

 

do reklamy

To niestety nie jest zabawa. To niestety nie jest ciuciubabka.  To jest równia pochyła związku. 

To  poczucie bycia nieszczęśliwym w związku, które oboje partnerzy próbują wyeliminować…niestety poprzez kontynuację tej gry zwanej właśnie koluzją.

Koluzja to używanie drugiego człowieka do uleczenia swoich ran, zaspokojenia pragnień i dlatego nie ma szczęśliwego zakończenia jak to zapamiętane z bajek.
Koluzja kończy się katastrofą, bo nie możemy dostać ani  dać tego, czego pragniemy. Obrażamy się więc – mamy poczucie zawodu, oszustwa, rozczarowania, bo miało być inaczej.

Mówimy: „Jak możesz mi to robić?! To przecież ja!”. I odsuwamy się od siebie, czujemy obcość, chłód. Albo napadamy na to drugie czy karzemy, odgrywając role, które znamy. To zależy od temperamentu.

Jak zatrzymać  tę grę? Czy jest na to sposób? 

Wyjście z koluzji jest możliwe. Wymaga uświadomienia sobie jej występowania. Wymaga uznania, że tak funkcjonuje nasz związek. Wymaga i uświadomienia sobie, i uznania swojej odpowiedzialności za ten koluzyjny stan związku. I decyzji – wspólnej decyzji, że tak dłużej i dalej już nie chcemy funkcjonować. 

Od tego momentu para – każdy z partnerów  ma szansę pracować  nad zmianą. Nad zmianą siebie dla siebie samego, nad zmianą siebie z myślą o związku.

Praca nad zmianą siebie wymaga gotowości każdego, kto chce się jej podjąć. Wymaga wysiłku, czasami spotkania się z trudnymi sprawami zakopanymi gdzieś bardzo głęboko. To praca, którą potrzebują podjąć oboje partnerzy, aby utrzymać swój związek. 

Bez podjęcia takiej pracy związek  pozostaje koluzyjny –  ma coraz bardziej toksyczny charakter.  A ucieczka z tego związku i poszukiwanie następnego niczego nie zmieni. Wciąż będzie się toczyć taka sama gra. 

Warunkiem zmiany i osiągnięcia tego, co stanowi fundamentalne potrzeby człowieka w związki: miłości, akceptacji, poczucia bycia ważnym, jest zmiana  samego siebie. Zmiana swojego sposobu funkcjonowania w związku, bo  związek zaczyna się od nas samych. Każdy  związek zaczyna się od każdego z nas i poprzez zmianę siebie możemy go zmieniać i kształtować – każdego dnia.

I na koniec jeszcze jedna uwaga – nie tylko związki koluzyjne potrzebują pracy partnerów nad sobą samym i nad związkiem. Każdy związek tego potrzebuje. Bo związek to nie gra – i już na pewno nie w ciuciubabkę.

Co o tym myślisz?

Zostaw komentarz