WAGA

 

WEDŁUG ANDRZEJA

 

Pierwsze skojarzenie ze słowem waga, które pojawiło się po ustaleniu tematu bloga, to trzymająca ją w ręku Temida, z opaską na oczach ważąca ludzkie uczynki. Drugie skojarzenie z tym słowem, to dom. Nie pojawił mi się jednak w głowie jakiś jedyny i konkretny, tylko… po prostu dom, mieszkanie, rodzina, ludzie i wszystko to, co jest wokół tych kilku słów. Były to skojarzenia zupełnie niezależne od moich myśli i takie, powiedziałbym pierwotne. Zadziwiło mnie to, ponieważ pierwsza chwila po tej konstatacji przyniosła pytanie – dlaczego akurat takie skojarzenie? Co na nie wpłynęło? Co łączy te dwa obce sobie nawzajem obrazy? Nie lubię pytań, za którymi nie pojawiają się odpowiedzi, a w tym przypadku przez krótki czas tak właśnie było. Przez chwilę pojawiła się bezradność i…

 

Nagle wszystko wydało się dziecinnie proste. Nić łącząca te dwa niezależne obrazy jest niczym łańcuch kotwiczny. Każdy z nas, w każdym domu, mieszkaniu, czy wynajętym pokoju każdego dnia po wielokroć korzysta z wagi, upodabniając się do Temidy właśnie. Ważymy uczynki swoje, brata lub siostry. Ważymy uczynki rodziców, sąsiadów, przyjaciół i wrogów. I ważymy także uczynki urzędników, nauczycieli, lekarzy. Tych, których kochamy i tych, których nienawidzimy. Nie można od wagi uciec i nie pomoże w tym nawet mysia dziura. Waga jest z nami zawsze i wszędzie, nawet w chwili, gdy mówiąc dobranoc zamykamy oczy. Ale czy to coś złego, że ona nas nigdy nie opuszcza? Na to pytanie musimy odpowiedzieć sobie sami w chwili ciszy i samotności. Bo tylko my znamy ciąg dalszy, gdy poznajemy wynik ważenia. Nikt poza nami nie wie, czy wspierając się wagą, krzywdzimy ludzi, czy dajemy im uśmiech. Zastanówmy się więc, czy „bycie Temidą” jest czymś najlepszym, co mogło nas w życiu spotkać? Czy nie lepiej byłoby tę wagę w naszej głowie schować jak najgłębiej i zapomnieć?

 

Nie ważymy tylko uczynków grabarzy, bo za późno i polityków, bo to syzyfowa praca…

 

WAGA

 

WEDŁUG MAŁGOSI

 

W małym pokoiku zastawionym pięknie rzeźbionymi meblami na stole stoi waga. Pani Maria wyciąga ją z kredensu zawsze wtedy, gdy chce odważyć potrzebne składniki. Wyciąga ją też zawsze wtedy, gdy mała dziewczynką ją o to prosi, żeby się tą starą wagą pobawić. Piękna waga, żeliwna z dwiema dość dużymi szalkami. I zestaw odważników uszeregowanych od najmniejszego. Wciąż ją widzę, a owo wspomnienie wywołuje uśmiech na mojej twarzy. Widzę też drobniutką staruszkę, jakby przeniesioną z innej epoki, która zawsze ważyła słowa tak samo jak składniki do swoich potraw. Takich wag jak ta, o której piszę, już się nie widuje. Być może dlatego jako ludzie miewamy kłopoty z ważeniem. Nie składników a słów czy wyborów. Tak trudno osiągnąć nam równowagę łatwą do zaobserwowania, gdy się patrzy na szale u wagi. Równowaga ta jest wynikiem ważenia, czyli ważności ilości i proporcji, bo nawet odrobinka może mieć znaczenie i zmienić niejedno. Trzeba mieć tego świadomość i podjąć decyzję czy chcę zrównoważyć, przeważyć, czy niedoważyć. Zrównoważenie, równowaga to stan pożądany. Wiele robimy, by go osiągnąć, choć nie zawsze są to działania skuteczne. Może obraz wagi nasunie pomysł, że czegoś trzeba odjąć lub czegoś dodać, bo bez tego nie ma możliwości osiągnięcia tego celu. Trzymanie życiowej równowagi, trzymanie życiowego balansu wymaga staranności i uważności w „ważeniu” spraw i rzeczy. To nie jest takie proste jak się wydaje, jednak warte spróbowanie. Może powrotu do dawno zapomnianych obrazów wagi, co pomoże uzmysłowić sobie, jak postępować, by utrzymać szale u wagi w jednym poziomie.

 

Warto jeszcze dodać, że niedoważenie i przeważenie tego, co położymy na wadze, zdecydowanie nam nie służy. Dobrze to wiemy, kiedy zmagamy się z nadwagą lub (rzadziej) z niedowagą. Jedna i druga sytuacja powoduje dyskomfort i skłania do radykalnych czasami działań. Wszystko po to, by zyskać równowagę, która raz uzyskana, nie jest łatwa do utrzymania.

 

Waga – Życie – Wybory. Dodaj. Odejmij. Zbalansuj. I tak codziennie. I tak przez kolejne dni, miesiące, lata. Możesz nie ważyć, możesz raz rzucić na szalę wszystko a raz nic. Ekstrema bywają fascynujące. Amplituda emocji wychylona do skrajności. Ekscytacja i wyczerpanie. A potem? Odwieczne marzenie i cel ludzkości, by znaleźć „złoty środek” – balans – równowagę.

 

Waga, przewaga, niedowaga, równowaga. Twoje wybory, Twoje cele. Twoje życie.