ROZLANE MLEKO

 

WG MAŁGOSI

 

Mleko się rozlało

Pamiętam, jak wiele lat temu w samochodzie wylało się z butelki mleko przeznaczone dla naszej małej córeczki. Zapach zmieniał się wraz z upływem czasu i, niestety, nie na lepsze. Z ulgą sprzedaliśmy samochód a pamięć tego wydarzenia jednak pozostała. Już nigdy więcej do takiej sytuacji nie doszło.

Rozlane mleko to wszystkie te wydarzenia, które miały miejsce i na które już wpływu nie mamy. Bardzo dawne i te nieodległe w czasie. Mają różny wymiar ważności. Składają się na nasz ludzki życiorys i często powodują frustrację, że postąpiliśmy tak a nie inaczej.  Żałujemy, obwiniamy się, podcinając skrzydła naszej pewności siebie i wiary we własne możliwości.

Rozlane mleko widzimy jako nasze porażki i  błędy. Bywa, że winą za nie obarczamy innych ludzi lub okoliczności. Z jednej strony widzimy swoje postępowanie bardzo wyraźnie, z drugiej unikamy za nie odpowiedzialności. Zachowujemy się jak małe dzieci, które tłumaczą się rozgniewanym rodzicom.

Małe dziecko a dorosły

W każdym z nas, gdy wchodzimy w relacje, uruchamiają się nawykowe działania ukształtowane w dzieciństwie. Z jednej strony są to zachowania typowe dla małego dziecka z drugiej dla rodzica, na wzór którego uczyliśmy się życia. Udowodniła to analiza transakcyjna i nie da się z tym już polemizować. Wobec rozlanego mleka zachowujemy się albo jak małe tłumaczące się dziecko, albo jak karcący dorosły. Jedno i drugie nie jest najlepszą strategią dorosłego życia. Dlaczego? Bo dorosłe życie toczy się tu i teraz i wymaga reakcji z pozycji „tu i teraz”, czyli pozycji dorosłego człowieka.

Dorosły a rozlane mleko

Dorosły człowiek traktuje rozlane mleko jak doświadczenie, wobec którego może rożnie zareagować. Załóżmy, że to on jest sprawcą mlecznego wypadku. Co wtedy?

Wtedy przejmuje odpowiedzialność i przyznaje się do tego. To wcale nie jest takie proste np., gdy jest się prezesem dużej spółki, dyrektorem zarządzającym dużym zespołem ludzi czy rodzicem stanowiącym wzór dla własnego dziecka.

W każdej sytuacji przyjęcie odpowiedzialności wymaga odwagi. Wymaga  przyjęcia konsekwencji. Wymaga stanięcia ze sobą w prawdzie – a to może okazać się najtrudniejsze.

Nie chodzi jednak o to, aby odpowiedzialność stała się równią pochyła upadku człowieka. NIE! Nie ma polegać na samobiczowaniu!

 

Zatem o co chodzi z tą odpowiedzialnością?

 

Przyznanie się do błędu jako punkt wyjścia do rozwoju .

Nikt z nas nie jest doskonały, choć za takich niejednokrotnie lubimy się uważać. Popełnienie błędu i uznanie swojej odpowiedzialności, to pierwszy krok do rozmowy z samym sobą: co takiego się stało? Na co miałem wpływ? Jak mogłem postąpić inaczej?

Te i wiele innych pytań w sytuacji rozlanego mleka, pozwolą nam poznać mechanizm tego zdarzenia, pozwolą wyciągnąć wnioski na przyszłość, by już w taki sam sposób mleko nie rozlało się już nigdy. Nie od razu się to uda osiągnąć, jeśli przez wiele lat nie mieliśmy zwyczaju tak podchodzić do rozlanego mleka. Ale w obliczu ludzkich błędów, od których uwolnić się nie ma sposobu, to pierwszy krok do zrozumienia samego siebie oraz budowania poczucia własnej wartości, mimo świadomości swojej niedoskonałości.

Siłą i wartością człowieka jest nieustanne zmierzanie do bycia lepszym. To niekończąca się droga, ale jedyna, na której, poza rozlanym mlekiem, spotkać można satysfakcję, zadowolenie, poczucie spełnienia i dumę z siebie.

A zatem, odpowiadając na pytanie , co z ta odpowiedzialnością?

Dorosłość to odpowiedzialność za siebie i stawanie się piękniejszym człowiekiem.

 

ROZLANE MLEKO

 

WG ANDRZEJA

 

Tytułowe rozlane mleko, jak zapewne większość z czytelników się domyśla, to sytuacja, która występuje tylko w czasie przeszłym. Mówiąc prościej – zdarzyło się i już. Większość zapewne zna trochę dłuższe powiedzenie – nie ma co płakać nad rozlanym mlekiem.

A dlaczego taki właśnie tytuł?

Jeżeli przeciętny człowiek odwróci się i spojrzy na swoje życie z szeroką perspektywą, to nie uda się prawdopodobnie znaleźć dnia w kalendarzu, w którym nie cisnęłoby się na usta – no i rozlało się. Ale co dalej? No i co z tego, że się rozlało. Problemem będzie sytuacja, gdy rozleje się nam prawdziwe mleko i do tego jeszcze w prawdziwym samochodzie. To jest dramat, bo jak głosi legenda, taki samochód można już jedynie tylko sprzedać. Ślady po mleku uda się zapewne usunąć, ale zapach będący efektem rozkładu pozostanie na bardzo długo. Niektórzy mówią, że przeżyje każdy samochód.

Nie o takie mleko jednak w tytule chodzi, co zapewne każdy od razu zrozumiał. Jest ono metaforą sytuacji, która dotyka każdego z nas bez względu na to, czy pijemy mleko, czy też nie.  Potrafi pojawić się nagle, wytrącając nas z równowagi, ale i bywa tak, że jest golem samobójczym. Paleta barw rozlanego mleka jest nieograniczona i myślę, że jakakolwiek próba systematyzacji jest zupełnie zbędna. Nie ułatwi nam reakcji na rozlanie i nie pomoże wyciągać wniosków na przyszłość. A co pomoże? Myślę i uważam, że pomoże jedynie to, co jest w nas samych. Bo mleko rozlało się i już. I żadna siła tego nie zmieni. Nikomu nie uda się cofnąć czasu do chwili, gdy było … tuż tuż przed i nasz refleks uratowałby sytuację. Po cóż więc płakać nad rozlanym mlekiem?? No właśnie. A w pytaniu jest ukryta odpowiedź i to całkowicie  jednoznaczna. Aby ją znaleźć, wystarczy pytanie zamienić na stwierdzenie. Po cóż płakać nad rozlanym mlekiem!!

Wystarczy chwilę zastanowić się, by wyciągnąć wniosek – żadne działanie nie cofnie sytuacji i nie pozwoli na jej zmianę. Jedyne, co możemy zrobić, to metaforycznie próbować wyczyścić ślady po mleku i kupić kolejne opakowanie. A bliżej życia? Jeżeli dziecko mimo naszego zakazu – nie biegaj pobiegnie i przewróci się, to po co jeszcze dawać mu klapsa? Przecież ono już samo siebie skrzywdziło. Jeżeli żona zarysuje bok naszego ukochanego samochodu, to po co wytykać jej wszystkie podobne sytuacje od dnia ślubu? Przecież ona i tak ma stan przedzawałowy, do którego doprowadziła się przemyśleniami, jak nam o tym powiedzieć. Jeżeli wypadnie nam z ręki kieliszek wina (i to jeszcze pełny) tłukąc się bezpowrotnie, to po co wyrzucać sobie wszystkie dotychczasowe zbite kieliszki? Przecież już i tak odczuwamy ból z powodu utraty wina. No właśnie, po co? Przytulmy dziecko, bo i tak płacze zapewne, znajdźmy żonie polisę ubezpieczeniową (i też możemy przytulić), a sami sięgnijmy po nowy kieliszek, napełniając go kolejną porcją wina, a żona wdzięczna za odszukanie polisy chętnie posprząta rozbite szkło. Reagując inaczej  wyrządzimy krzywdę samemu sobie. W chwili refleksji będziemy wrzucać sobie, że był klaps (i zapewne niejeden), była awantura domowa i „ciche dni”  czy w końcu wielka złość na samego siebie. Zastanówmy się więc, czy warto. Czy życie nie dostarcza nam wystarczającej liczby zmartwień, by strzelać sobie jeszcze bramkę samobójczą? Nic nie zmienimy. Mleko się rozlało i „pozamiatane”.

Wiem, nie przekonałem części z Was. Spróbujcie zatem, przy kolejnym rozlanym mleku zareagować wg moich wskazówek. Gwarantuję, że reakcja Was samych, jak i otoczenia będzie zadziwiająco pozytywna. W przeciwnym razie macie gwarancję zwrotu kosztów 🙂

 

I jak zawsze, to są nasze punkty widzenia. A jaki jest Twój? Napisz w komentarzach na FB lub wyślij wiadomość na maila. Chętnie z Tobą porozmawiam 🙂