„Kiedyś byłeś inny…”. Co zrobić, kiedy w związku zaczynają przeszkadzać różnice, które kiedyś nas zachwycały

Dziś zacznę od historii Marty i Tomka.

Poznali się na weselu wspólnych znajomych. Ona przetańczyła całą noc, on przez większość wieczoru stał przy barze i rozmawiał. Mimo to coś między nimi zaiskrzyło. Po roku byli zaręczeni, po dwóch latach byli małżeństwem.

Od początku wiedzieli, że bardzo się różnią. Marta jest wrażliwa i spontaniczna, wszystko przeżywa całą sobą, a decyzje podejmuje sercem. W Tomku zachwycił ją spokój. Przy nim czuła się bezpiecznie, bo zawsze wiedział, co robić.

Tomek jest analitykiem. Najpierw myśli, potem mówi, a każdą decyzję dokładnie waży. W Marcie zachwyciła go lekkość, ciekawość świata i to, że przy niej życie nabierało kolorów.

Minęło kilka lat. To, co kiedyś przyciągało ich do siebie jak magnes, dziś najbardziej ich od siebie oddala. Jego spokój ona odbiera jako chłód i obojętność. Jej emocje on nazywa histerią. Ona słyszy „przesadzasz”, on słyszy „ty nic nie czujesz”. Kłótnie przeplatają się z cichymi dniami, a coraz częściej pada zdanie, które boli najbardziej:

„Kiedyś byłeś inny.”
„Kiedyś byłaś inna.”

Takich historii znam wiele

Historia Marty i Tomka nie jest wyjątkiem. Na sesje ze mną przychodzą różne osoby. Opowiadają różne historie, ale mają ze sobą coś wspólnego. Kiedy zakochanie mija i zaczyna się zwykła codzienność, różnice, które kiedyś tak pociągały, zaczynają ich dzielić.

Tym razem napisała do mnie Marta. Razem z Tomkiem długo próbowali poradzić sobie sami. Obiecywali sobie, że „od jutra będzie inaczej”, czytali poradniki i rozmawiali do późnej nocy. W końcu zrozumieli, że to nie działa. Zobaczyli, że jeśli nic nie zmienią, ich małżeństwo może się rozpaść. Albo, co bywa równie bolesne, zamienią się we współlokatorów, którzy dzielą mieszkanie i rachunki, ale już nie życie.

Nie chcieli ani rozstania, ani związku bez bliskości, szacunku i porozumienia.

Czy on naprawdę był kiedyś inny?

Najczęściej nie. Różnice były od początku, tylko wtedy nie chcieliśmy ich zauważać.

W czasie zakochania przeżywamy coś w rodzaju unii. Czujemy, że jesteśmy wyjątkową parą, a partnera widzimy jako idealne uzupełnienie siebie. Wierzymy, że miłość poradzi sobie ze wszystkim. Czasem po cichu liczymy też na to, że druga osoba z czasem się zmieni.

Później emocje opadają i zaczynamy widzieć więcej. Dlatego przy kuchennym stole, przy wyborze wakacji czy przy wychowaniu dzieci okazuje się, że jedno chce wszystko zaplanować, a drugie woli żyć chwilą. Jedno potrzebuje rozmowy od razu, a drugie musi najpierw ochłonąć. Jedno w niedzielny poranek chce wyjść do ludzi, a drugie marzy o ciszy z kawą i książką.

Pamiętaj jednak o jednym: badacze relacji zgodnie podkreślają, że to, jak bardzo się różnimy albo jak bardzo jesteśmy podobni, nie przesądza o przyszłości związku.

Co więc naprawdę ma znaczenie?

Najważniejsze jest to, czy oboje jesteście gotowi szukać rozwiązań, kiedy różnice zaczynają uwierać.

Bycie w związku polega w dużej mierze na poznawaniu tego, czym się różnimy, i uczeniu się, jak sobie z tym radzić. To naturalna część życia każdej pary. Potrzebny jest jednak fundament, czyli wystarczająco dużo dobrych chwil między partnerami. Amerykański psycholog John Gottman, który przez dziesięciolecia badał pary, zauważył, że w trwałych i szczęśliwych związkach na jedną trudną interakcję przypada mniej więcej pięć pozytywnych. Uśmiech, czuły gest, „dziękuję”, wspólny żart. Kiedy takich chwil jest dużo, jedna kłótnia nie niszczy relacji.

Pamiętaj też, że to nie przypadek, że jesteście razem. Coś was do siebie przyciągnęło. Ta sama cecha może stać się męczącą przeszkodą albo waszym największym zasobem. To zależy od was obojga i od tego, czy każde z was jest gotowe wziąć odpowiedzialność za swoją część związku.

Spokój Tomka może dawać Marcie oparcie, kiedy emocje biorą górę. Spontaniczność Marty może pomagać Tomkowi wyjść z głowy i zacząć żyć. Różnice nie muszą dzielić. Mogą sprawić, że związek będzie pełniejszy i dojrzalszy, a każde z was będzie się w nim rozwijać.

Jak sprawić, żeby różnice nie kończyły się kłótnią?

Potrzebujecie sposobu rozmawiania, który łączy, a nie dzieli. Takiego, który pozwala:

  • zachować spokój nawet wtedy, gdy emocje są bardzo silne,
  • wyrazić złość bez ataku i obwiniania,
  • odważnie mówić, co myślisz, nawet jeśli partner widzi to inaczej,
  • stawiać granice i dbać o swoje potrzeby,
  • odmawiać bez poczucia winy,
  • rozwiązywać konflikty zamiast je przeczekiwać,
  • przyjmować krytykę bez obrony i kontrataku.

Wszystko to w zgodzie ze sobą i z troską o wasz związek.

Tak wygląda komunikacja asertywna. Dzięki niej każde z was może zostać sobą, ze swoją wrażliwością albo ze swoim racjonalizmem, i jednocześnie być otwarte na porozumienie. Asertywność nie ma płci i nie wymaga, żeby ktoś przegrał. Pomaga dzielić życie z drugim człowiekiem, nie tracąc przy tym siebie.

Marta i Tomek wciąż się różnią i zawsze będą. Ale zamiast „kiedyś byłeś inny” coraz częściej mówią sobie „powiedz mi, jak ty to widzisz”.

Chcesz, żeby różnice w Twoim związku przestały być polem bitwy? Zapraszam Cię do rozmowy. Na niezobowiązującym spotkaniu sprawdzimy, czy Wasze wyzwanie spotka się z gotowością na zmiany, jakie niesie za sobą coaching.

Zostaw komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Przewijanie do góry