ZROZUMIEĆ……

 

WG MAŁGOSI

 

Zrozumienie jest naturalną potrzebą człowieka. Od narodzin przez całe życie istota ludzka próbuje zrozumieć. Najpierw jak się poruszać, następnie zawiłości mowy, wreszcie skomplikowane arkana przedmiotów szkolnych. Potem przychodzi czas na próbę zrozumienia ludzi i świata, również siebie. I gdy w szkole i na studiach wydawało się nam, że jest trudno, to w przypadku ludzi i świata zrozumienie wydaje się  wręcz niemożliwe. Często rezygnujemy więc z niego. A potem już tylko: frustracja, gniew, smutek, poczucie wyobcowania…

Czy rzeczywiście musi tak być?

 

POZNANIE

 

U podstaw zrozumienia leży poznanie. Oto krótka historia pozwalająca zrozumieć- sic!- czym ono jest.

 

Na podłodze siedzi mały chłopiec. W domu pełnym ludzi, wszyscy cieszą się chwilą ciszy, która jest tu rzadkością. Czworo dzieci to nie lada wyzwanie. Chłopiec trzyma w ręku budzik.  Z tyłu znajduje się kilka pokręteł i kilka śrubek. Chłopiec jest na to przygotowany. Wokół niego leżą porozrzucane śrubokręty, którymi dzielnie operuje, próbując otworzyć obudowę. Jest! Udało się! Jego oczom ukazuje się skomplikowany mechanizm kół i kółek zębatych. Duże, małe, maluteńkie. Wszystkie poruszają się w powolnym rytmie: tik- tak, tik- tak, tik- tak…..Chłopiec siedzi zafascynowany i zaczyna po kolei wszystkie te śliczne kółka i kołeczka wykręcać. Rozłożył wszystko – cały mechanizm. I wydawałoby się, że ta historia się tu kończy. Otóż: Nie! Teraz w wielkim skupieniu chłopiec mozolnie zaczyna składać mechanizm. Kółko do kółka. Nie pasuje. Jeszcze raz. Trudne to bardzo, ale się nie poddaje.  Łatwiej było rozłożyć…..Kolejne kółko, sprężynki, teraz następne i jeszcze następne. Już wie, jak to robić, jaka zasada powoduje właściwy układ kółek w cały mechanizm zegarka. Jest! Skończone! Działa! Chłopiec się uśmiecha. Nikt w domu nie zauważył, że budzik zniknął na długie godziny. Nikt nie zauważył, jak chłopiec poznał i zrozumiał.

Czy ta historia ma happy end? Tak sądzę. Jest w pełni prawdziwa. Ten chłopiec jest dzisiaj świetnym inżynierem. Rozumie mechanizmy i procesy. Zarządza strukturami ludzi i maszyn. I podobnie jak dawno temu, aby zrozumieć, musi poznać.

Co jeszcze z niej wynika? Poznanie i zrozumienie to doświadczenie indywidualne, a nawet bardzo osobiste.

 

PROCES

 

Zrozumienie przez poznanie to proces. Nie dzieje się od razu, wymaga czasu, trudu i determinacji Jeśli jesteście rodzicami, to znacie bardzo dobrze  wszystkie te emocje. Gdy rodzi się dziecko, zaczynamy je poznawać, bacznie je obserwujemy. Na początku to zupełnie obca istotka. Nasza, ukochana, ale  zupełnie jej nie rozumiemy.  Dlaczego płacze? Może jest głodne? Może ma mokrą pieluszkę a może to brzuszek? Zrozumienie przychodzi z czasem. Jako rodzice nie możemy się poddać w poznawaniu naszego dziecka i… wreszcie osiągamy sukces. Rozumiemy o co mu chodzi. Jest! Ulga! Poczucie zadowolenia i szczęścia. A potem? Krzyczy, rzuca się na podłogę, jest nieposłuszne. Ma swoje zdanie – inne niż nasze?! Jak to możliwe?

 

O co chodzi? I znowu wszystko zaczyna się od nowa. Poprzez poznawanie do zrozumienia. To taka niekończąca się historia. Tak jak wychowanie dziecka. Na końcu  poznania zawsze jednak czekają satysfakcja i spokój. Według mnie to są właśnie składowe zrozumienia: poznanie, satysfakcja i spokój. A potem znowu pojawia się kolejna niewiadoma. Dlaczego Kowalski w pracy dzisiaj się do mnie nie odezwał, przecież nic złego mu nie zrobiłem. Czy można powstrzymać topnienie lodowców? Jak mam mówić, żeby zrozumiała mnie żona, już mam dość tych kłótni. Pewnie nie jestem dość dobry, skoro nie odpowiedzieli na moją aplikację.

Sprawy duże i małe, dotyczące świata i mnie osobiście. Problemy moje i innych, kłopoty w relacjach. Czy można to wszystko pojąć? Jak się nie zagubić? A może jednak się poddać?

 

PODDAĆ SIĘ CZY NIE…..

 

Odpowiedź na to pytanie należy do każdego z osobna. To indywidualny wybór, osobista decyzja. Nikt nikogo zmusić nie może, by rozkładał na części swój budzik. I to pewnie niejeden. Doświadczenie przekonuje mnie jednak, że jeśli nie podejmujemy tego trudu – a nawet mogę powiedzieć ryzyka – to w pewien sposób pozbawiamy się możliwości doświadczania życia w pełni. We wszystkich jego barwach i odcieniach. Marzymy o  życiu jak z reklam. Kolorowy świat, szczęśliwi ludzie, wszystko jest możliwe.  Żadnych kłopotów czy trosk. A życie okazuje się bardziej skomplikowane. Stawia przed nami dylematy moralne, rozrachunki z przeszłością, plany na przyszłość. Pytania:

– Jak przetrwać do pierwszego?

– W co zainwestować?

– Komu wierzyć?

– Czy zmienić pracę?

– Pozostać w związku? A może jednak rozwód?………………………………..

 

Dodajmy do tego przekonania: muszę być perfekcyjna, nie można sobie pozwolić na lenistwo,  nie jestem dość dobry, nie zasługuję na szczęście, na nic nie mam czasu…

To tylko niektóre z niekończącej się naszej ludzkiej listy codziennych wyliczanek.  I jak sobie z nimi poradzić? Czy wobec takich rozterek możemy odczuwać szczęście i radość? Uśmiechać się, jak ludzie w reklamach?

Niemożliwe……..? Nie ma takiej opcji! Życie jest bez sensu!

 

Już to słyszę. Mówią mi to ludzie w każdym wieku. Wprawdzie z różną częstotliwością w zależności od skali i rangi doświadczeń, ale nie spotkałam jeszcze nikogo, kto nigdy by tego nie przeżył i nigdy takich słów nie wypowiedział. Sama się rozprawiałam przynajmniej z kilkoma z nich. I tu powoli pojawia się miejsce na odpowiedź wobec pytania: poddać się czy nie?

Jako, że zapowiedziałam, że nie daję gotowych odpowiedzi i rozwiązań, przedstawię swój punkt widzenia. Nie można żyć wątpliwościami i pytaniami. Człowiek potrzebuje pewności. Jeśli jej nie ma, traci grunt pod nogami. Nie ma poczucia bezpieczeństwa. Odczuwa zagubienie i traci orientację. Próbując je odzyskać, działa. Ale to działanie kojarzy mi się z grą w toto lotka. Częściej wypada chybił, rzadko trafił. To poszukiwanie rozwiązań na oślep. Jak w takich okolicznościach można się uśmiechać i odczuwać radość?

 

OD CZEGO ZACZĄĆ, CZYLI W DRODZE DO SZCZĘŚCIA I RADOŚCI

 

Od wieków mędrcy i filozofowie formułowali definicje szczęścia. Dlaczego? Bo niezależnie od czasów i miejsca jest to podstawowe pragnienie każdego człowieka. I nie zamierzam konkurować z wielkimi ludźmi różnych epok. Podziwiam ich i wciąż się od nich uczę. Mam swoich ulubionych, których traktuję jak drogowskazy. Ale dzięki doświadczeniom własnego życia, które przede wszystkim nauczyło mnie sokratejskiej postawy, przekonałam się, że trzeba zacząć od siebie, bo osiąganie szczęścia i radości jest drogą, podróżą – moją własną, jedyną i niepowtarzalną. To podróż mozolna, bywa wyczerpująca, budzi lęki i obawy, chęć ucieczki, ale w końcu docieramy. Dokąd? Do poznania i zrozumienia. Do radości. Im trudniej po drodze, tym większa radość na końcu. Wtedy warto świętować sukcesy. Cieszyć się chwilą – carpe diem. A potem znowu w drogę!

Napisałam na początku, że poznanie i zrozumienie mają wymiar indywidualny a nawet bardzo osobisty. Tak. Bo przecież droga do zrozumienia to poznawanie siebie. Swoich wartości, pragnień, ograniczeń, możliwości, przekonań, stylów działania, sposobów komunikacji… Im bardziej poznamy i zrozumiemy siebie, tym spokojniej i szczęśliwiej będzie nam się żyć. Dlaczego? Nie zmienimy przecież świata i ludzi. Jedyne, na co mamy wpływ, to my sami.

Może z mojej strony WWW wiesz, że jestem polonistką. Jeśli nie, to teraz już wiesz J Proponuję wiec w kontekście tego, co napisałam, piękny wiersz Leopolda Staffa, „Odys”

 

Niech cię nie niepokoją
Cierpienia twe i błędy.
Wszędy są drogi proste
Lecz i manowce wszędy. 

O to chodzi jedynie,
By naprzód wciąż iść śmiało,
Bo zawsze się dochodzi
Gdzie indziej, niż się chciało.
Zostanie kamień z napisem:
Tu leży taki i taki.
Każdy z nas jest Odysem,
Co wraca do swej Itaki 

 

ZROZUMIEĆ…….

 

WG  ANDRZEJA

 

Zrozumieć… ale co to tak naprawdę znaczy? Przecież skoro ktoś mówi po polsku, to rozumiem. I jeszcze w kilku językach także. Jaki więc jest problem z tym zrozumieniem? A może to jest sztucznie rozdmuchane pojęcie? I to jeszcze zapewne typowo kobiece? Nie ma chyba żadnego faceta na świecie, który przynajmniej kilka razy w życiu nie słyszałby: bo Ty mnie nie rozumiesz, ewentualnie w wersji ostatecznej, bo Ty mnie nigdy nie rozumiałeś.

Czy zatem można machnąć ręką i uznać, że szkoda czasu na czytanie tych kilku powyższych stron?

Chwileczkę … Jeżeli już drogi Czytelniku bloga dotarłeś do tego zdania to oznacza, że przebrnąłeś przez te być może (wg Andrzeja) nadmiernie przeintelektualizowane akapity i moje ostrzeżenie „szkoda czasu” jest zbędne, bo całkowicie spóźnione. Wobec tego z samego szacunku dla Twojego zainwestowanego czasu należy Ci się mój punkt widzenia.

Prostacka lekko złota myśl głosi, że punkt widzenia zależy od punktu siedzenia. I niestety z przykrością stwierdzam, że zdanie to nie straciło nic ze swej oczywistości.  Mam jednak nadzieję, że uda mi się wyposażyć je w drugie dno. Powinno to  dodać  mu trochę świeżości, by wypowiedziane na salonach  nie dziwiło nikogo, a skłaniało do akceptacji. Bo punkt siedzenia, to w moim rozumieniu nic innego, jak nasz bagaż, który skrzętnie gromadzimy każdego dnia. To są zdjęcia ze szkolnych wycieczek, dyplomy skończonych szkół, pieczątki w paszportach, czy dzieci biegające po domu. Dla każdego z nas to coś zupełnie innego, indywidualnego, całkowicie niepowtarzalnego. To jest jak brzeg, do którego zawsze dobijamy wracając z pracy, z urlopu, z wesela, czy pogrzebu. To jest bardzo prywatna wyspa, której nie zawiera żadna mapa, poza naszą. To jesteśmy my sami ze wszystkim, co udało się nam zebrać do dziś. Bo każdy z nas jest trochę zbieraczem, trochę archiwistą, a trochę … bo to się kiedyś może przyda. I w tym wszystkim do pełnego zrozumienia słowa zrozumienie brakuje jeszcze nas samych. Brakuje człowieka z jego chęciami, motywacjami, wiarą i przekonaniem, że warto zrozumieć. Że trzeba zrozumieć i nie ma od tego odwrotu, bo to nie jest autostrada. tylko droga jednokierunkowa. My sami jesteśmy punktem siedzenia, siedząc tu i teraz.

Zrozumienie jest częścią składową życia, czy nam się to podoba, czy nie. Tak jak dzień i noc, pory roku, upływ czasu. Zrozumienie wg mnie po prostu jest nieodzowne i nic nie możemy na to poradzić. Możemy udawać, że żyjemy w innym świecie, jesteśmy coraz młodsi, a wokół nas jest zawsze lato. To tylko „przesądy światło ćmiące”. I tak jest ze zrozumieniem. Jesteśmy na nie skazani. Ale to od nas zależy, czy zrozumiemy naprawdę, czy nadal będziemy udawać, że na świecie nie ma zimy. Po co udawać? Nie wiem. Kiedyś wydawało mi się, że warto. Było czasami spokojniej, czasami weselej, czasami poprawiało to mój wizerunek. Dokąd to prowadziło? Na bezdroża życia i samotności, tej fizycznej, tej mentalnej.

Jeżeli drogi Czytelniku dobrnąłeś do tego akapitu, to zrozum proszę, że nie ma alternatywy dla zrozumienia. Zrozumienie musi stanowić składową każdego związku, każdego życia. Nie można od zrozumienia uciekać, nie można udawać, że go nie ma. Zrozumienie jest punktem wyjścia do tego, co za rogiem, co jutro i za tydzień. Zrozumienie daje pewność, że za rogiem zawsze ktoś na nas czeka, a jutro, czy kolejny tydzień przyniosą wiele dobrego.

 

ZAPISZ SIĘ DO NEWSLETTERA,

A OTRZYMASZ POWIADOMIENIE

O KOLEJNYM WPISIE W „Punkcie widzenia”!

W KAŻDYM NEWSLETTERZE CZEKA NA CIEBIE PREZENT!