WIDOK Z OKNA

 

WEDŁUG MAŁGOSI

 

Przez okna w moim domu widzę ogród. Każdego dnia trochę inny, ale to pory roku powodują największe zmiany i różnice. Zimą ogród jest jakby uśpiony, choć wiem, że to pozory, bo wiosną „wybuchnie” feerią zieleni. Lato przynosi dostatek i pełnię wszystkiego, co w ogrodzie się znajduje. Drzewa zaczynają nie mieścić się w swoich formach, kwiaty szaleńczo wyciągają główki ku słońcu a żar lejący się z nieba chłodzą lekkie podmuchy wiatru. Jesień przynosi do ogrodu kolory. Uwielbiam żółcienie i czerwień liści. Niebo jest jakby bledsze o poranku a wieczory zasnuwa mgła. O każdym czasie ogród zachwyca, jeśli przyglądać mu się z uwagą i radością odkrywania. Nie umiałam tak przyglądać się światu, zanim nie zamieszkałam na wsi. My mieszczuchy żyjemy dalej od natury, w szybkim tempie niepozwalającym na jej kontemplację. Dostrzegamy poszczególne jej elementy tworzące miejski krajobraz, ale nie dostrzegamy całości natury i jej integralności. Nie patrzymy na naturę jako na niezależny byt, ale jak na coś, co ma służyć nam – ludziom i naszym potrzebom. Jesteśmy jej częścią, o czym często zapominamy a możemy się od niej wiele nauczyć. Możemy z niej czerpać mądrość. Natura uczy dostrzegania piękna. Wyrażania zachwytu. Budzi emocje, może dawać spokój i uczy spokoju. Trzeba jej jednak na to pozwolić. Trzeba poddać się jej niespiesznemu rytmowi i po prostu ją chłonąć. Trzeba zamilknąć, by Ją usłyszeć a w konsekwencji usłyszeć samego siebie. Natura uczy nas, że milczenie jest potrzebne, że milczenie jest koniecznością, bo tylko w ciszy można usłyszeć, to, co subtelne, delikatne, wrażliwe, To, co konieczne nam do pełniejszego życia. Milczenie i cisza – tak nam potrzebne w hałasie codzienności, natłoku dźwięków i niezliczonych głosów. Zapomnieliśmy, jak bywają dla nas zbawienne. Zapomnieliśmy, jak dobrze jest pomilczeć z samym sobą i jak dobrze jest pomilczeć we dwoje.

Wracając do mojego ogrodu. Dzięki niemu nauczyłam się jeszcze wielu rzeczy, ale nie o wszystkich dziś opowiem. Na początku wokół mojego domu nie było tego ogrodu, który widzę każdego dnia. Nie było drzew, ani kwiatów, ani innych roślin. Znam każdą. Pamiętam, kiedy do nas trafiła. Musiałam się ich nauczyć. Wszystkich moich roślin, ale najbardziej musiałam nauczyć się cierpliwości i tego, że nie na wszystko mam wpływ. Mimo, że się nimi opiekowałam, starannie pielęgnowałam, one i tak rosły, jak chciały. W swoim tempie, nie bacząc na moje oczekiwania, nie dostosowując się do moich planów. Ale zawsze odpłacały za troskę, jaką im okazywałam. Czasami rezultaty przychodziły po kilku latach, ale za to, co im dałam moje rośliny zawsze oddawały z nawiązką. Ta lekcja życia odebrana od natury jest według mnie niezmiernie ważna. Poza cierpliwością uczy też pokory. Nie wszystko w życiu dzieje się po naszej myśli. Działania, które podejmujemy, czasami przynoszą inne rezultaty. Nie na wszystko mamy wpływ i nie nad wszystkim panujemy. Trudne do zaakceptowania? Ale jakże uwalniające. Jakże dystansujące nas od wszelkich konieczności i oczekiwań. Ta mądrość płynąca z natury pozwala nam przyjmować z większym spokojem to, co przynosi Zycie. Pozwala na radość z tego, co jest a nie co powinno być. I uczy, że cierpliwość bywa nagradzana, bo rezultaty naszych działań, wyborów czy decyzji czasami przychodzą po latach. I wtedy widać, że było warto 🙂

Gdy patrzę przez okno, nigdy, ale to przenigdy nie myślę o tym, czego tam nie ma. Zawsze skupiam swoją uwagę na tym, co jest widoczne: na wschodzie czy zachodzie słońca, na róży rozkwitłej przez noc czy na iskrach śniegu rozświetlonego słońcem. Również na zacinającym deszczu i opadających liściach. Na tym, co za oknem dzieje się każdego dnia. Co z tego dla mnie wynika? Co z tego może wyniknąć dla każdego z nas? Takie patrzenie przynosi radość z tego, co „tu i teraz”. Z tego co mam i czego doświadczam w tym właśnie momencie mojego życia. Nie wczoraj, nie jutro a DZIŚ… Mój widok z okna każdego dnia uczy mnie, że nie warto myśleć o tym, czego mi brakuje, co mają inni lub czego nie udało mi się osiągnąć. Takie myślenie koncentruje naszą uwagę na osiągnięciach a nie na życiowych deficytach. To rodzaj współczesnego „carpe diem”, które z definicji ludzie znają, ale w praktyce bywa już z tym gorzej. Natura uczy nas relacji. Uczy nas tego, że najpierw trzeba ofiarować, dać coś z siebie i od siebie. Uczy tego, że to, co dla nas ważne, trzeba pielęgnować i to nie oczekując na wzajemność. I jeśli się tego nauczymy, dopiero przekonamy się, ile pięknych i dobrych darów otrzymamy w zamian.

Każdy z nas ma swoje okno i swój przez nie widok. Od każdego z nas zależy, jak ten widok potraktuje i wykorzysta. Każdy ma te same możliwości i do każdego z nas należą decyzje i wybory, jakie podejmujemy. Popatrzmy czasami przez okno i… zastanówmy się, co przez nie widzimy i co to dla nas oznacza 🙂

 

WIDOK Z OKNA

 

WEDŁUG ANDRZEJA

 

Niech nikt przypadkiem nie myśli, że dwie osoby patrzące przez okno widzą to samo. To bardzo błędne przeświadczenie, że jeżeli dwie pary oczu oglądają ten sam fragment świata, to oba opisy tego fragmentu będą identyczne. Przypomina mi się jedna z dawno czytanych książek – a ponieważ czytana dawno, to wspomnienie jest trochę zatarte. Nie potrafię podać źródła i spróbuję oddać jedynie sens tych kilku dawno przeczytanych zdań.

Profesor prawa egzaminuje studenta i przed zadaniem pierwszego pytania, otwierając okno, prosi, by student powiedział, co widzi – a okno wychodziło bodaj na pełen ludzi krakowski rynek. Niestety, żadna ze studenckich odpowiedzi nie satysfakcjonuje profesora. Po dłuższej chwili podpowiada – Widzi pan podmioty stosunków prawnych 🙂

Ryzykowna teza – chciałoby się być może powiedzieć w pierwszej chwili, ale jeżeli spojrzeć na to z perspektywy wspomnianego profesora prawa? I przenieść to spojrzenie na grunt bloga? Jak bardzo niejednoznaczne jest to, co widzimy z okna. Zawartość naszej głowy jest niezwykłym filtrem. Porządkuje obrazy zgodnie z tym, jacy jesteśmy, co przeżyliśmy, jaką szkołę mamy za sobą, czy jaki zawód wykonujemy. Mąż z żoną patrzą przez okno na ogród – ona widzi piękne kwiaty, on metry kwadratowe ziemi do podlewania. To jest trywialny przykład i zdaję sobie z tego sprawę, ale obrazuje moje zdanie na ten temat. Zupełnie jednak nie uważam, by byłoby coś złego w tym, że patrząc przez okno na to samo, widzimy coś innego. Zaryzykowałbym opinię, że jest w tym właśnie ogromny potencjał różnorodności, jest bogactwo kontrastów. To jest niekończąca się rzeka dostarczająca każdego dnia tematów do rozmów, najróżniejszych wrażeń, odczuć i doznań. Różnorodność jest czymś niezwykle pięknym i plastycznym. Jest doskonałym materiałem, z którego budujemy swoje życie. I dlatego, albo może dzięki temu, życie każdego z nas jest inne. I paradoksalnie, dzięki temu, że każdy patrząc przez to samo okno widzi coś zupełnie innego, nie ma definicji piękna. Nie ma definicji dobra i niestety także nie ma definicji zła. Można wymieniać nieskończenie długo i … zawsze znajdzie się coś, co dwie osoby będą widziały inaczej.

Nie ma zatem jednego, obowiązującego widoku z okna, który stanowiłby wzorzec.