ROLE I MASKI

 

WG MAŁGOSI

 

Od kilku dni nosiłam się z zamiarem napisania o maskach i rolach. Upewnił mnie w tym wyborze wykład, w którym uczestniczyłam, a dotyczył miejsca i kondycji człowieka w postmodernistycznym świecie. Taki pomysł przedstawiłam Andrzejowi. Tym razem to on pierwszy napisał tekst i trochę, nie wiedząc oczywiście o tym, namieszał w mojej koncepcji. Dziś będzie więc o butach, które nosi każdy z nas. Czy mają związek z maskami i rolami? Czas i ten tekst pokażą 🙂

 

WE WŁASNYCH BUTACH – Historia KAŻDEGO

Bohaterem dzisiejszej opowieści jest Każdy. Nie ruszają go ekstrema statystyczne, więc jest przedstawicielem szlachetnej większości rasy ludzkiej. Znaczenia nie ma płeć naszego bohatera, a jedynie buty, jakie nosi.

Jak na średnią statystyczną w przybliżeniu przystało (hehe-już słyszę głosy oburzonych racjonalistów). Każdy mieści się w przedziale wiekowym 35-55. Poznajcie jego statystyczną historię.

Każdy wstaje co rano o podobnej porze, może za wyjątkiem, weekendów, świąt i urlopów, ale niekoniecznie. Staje bosymi stopami na podłodze przy łóżku i po krótkich acz treściwych przygotowaniach, rusza do pracy. Zanim jednak wyjdzie z domu, zakłada buty. Już po kilku godzinach mogą one zmienić jego twarz w maskę, choć wcale nie muszą go cisnąć. Buty do pracy mają wszakże tę właściwość, że narzucają Każdemu określoną rolę do odegrania w pracy, więc wraz z butami przyjmuje on maskę (tak już było w antycznym teatrze). Profesjonalista – mówią o nim. Czasami słychać też inne głosy, które jak szepty otaczają w pracy Każdego. ”Musisz natychmiast to zrobić”, „Nie możemy zaakceptować Twojego podejścia”, ”Termin złożenia projektu już minął”, „Nie obchodzi mnie, co myślisz, robota ma być gotowa na już, a najlepiej na wczoraj” Każdy słysząc to wszystko, coraz bardziej przybiera maskę uśmiechu lub obojętności, jednocześnie ukrywając pod nią złość, frustrację, gniew. Dostosowuje się i coraz lepiej gra swoją rolę, a buty coraz bardziej uciskają, nawet jeśli są to trampki najwygodniejsze na świecie.

Potem, znaczy po pracy, Każdy rusza do domu. Uff! Nareszcie spokój, koniec z udawaniem, że wszystko jest w porządku. Powrót i wejście w domowe kapcie. Oooo, jaka ulga! Ale po jakimś czasie w domu i kapcie zaczynają cisnąć. Dziecko, ukochane i wypieszczona, dla którego Każdy tak się codziennie zabija w pracy, nie chce go słuchać. Nieustannie czegoś się domaga. Zupełnie się z nim nie liczy. Partner ciągle czegoś chce i wciąż mu mało: uwagi pomocy, rozmowy, wsparcia, zrozumienia. Każdy coraz bardziej chowa się za maską milczenia i obojętności. Owszem, uśmiecha się, nawet czasami, coś powie, ale pod maską skrywa
rozczarowanie, samotność, może rozgoryczenie. Kapcie domowe przyprawiły mu gębę (to z Gombrowicza 🙂 albo po trosze z analizy transakcyjnej) rodzica, partnera, opiekuna i może dziecka wobec jego własnych rodziców… I tak dzień po dniu Każdy zmienia buty, żeby odegrać swoje role w teatrze masek świata.

 

Czy jest nadzieja dla KAŻDEGO?

 

Nie lubimy historii bez happy endu, więc od razu powiem, że nadzieja jest. Każdy może pozbyć się uwierających butów i wszystkich masek do odgrywania różnych ról. Musi jednak poszukać jednej , jedynej pary butów, które będzie zakładał wszędzie. To takie czarodziejskie buty, które za każdym razem – w zależności od chęci Każdego i okoliczności, w jakich uczestniczy, będą wyglądały inaczej: jak buty na oficjalne okazje, buty do biegania, modne lub stare, sandały lub mokasyny i jeszcze jakie tylko Każdy zechce.

Żeby Każdy mógł tego doświadczyć, najpierw musi nauczyć się chodzić boso. Nauczyć się słyszeć swoje myśli i pragnienia. Odkryć, co czuje, w różnych sytuacjach i relacjach. O czym marzy i czego chce. Co sprawia mu przyjemność a czego szczerze nienawidzi. Jak lubi spędzać wolny czas, jak to jest słuchać innych i być przez nich słuchanym. Jak to jest słyszeć samego siebie. Co dają w życiu wartości a co przekonania. Jak zrezygnować z nawyków i dróg na skróty, itd., itd.

Gdy to wszystko i jeszcze więcej Każdy odkryje, pozna i zrozumie, to – wierzcie mi – na pewno tego nie odda. Nie ma mowy! I dobrze, bo tylko w ten sposób Każdy odnajdzie własne buty, w których zawsze już będzie sobą. Jedyne buty, w których nikogo i niczego nie musi już grać. Buty, dzięki którym Każdy pokaże swoja własną twarz – WŁASNE BUTY.

P.S. Dziś było już trochę literacko i kulturowo, ale jeśli zechcecie, dołączę wiersz. Napiszcie o tym 🙂

 

ROLE I MASKI

 

WG ANDRZEJA

 

Przez wiele ostatnich lat w różnych sytuacjach używam sformułowania „życie jest teatrem”. Nie potrafię zupełnie odszukać w pamięci pochodzenia tego zdania, np. tytułu książki z której pochodzi, czy od kogo to zaczerpnąłem. Ale wielokrotnie docierało do mnie, że doskonale ono opisywało sytuacje, w których było przytaczane. To prawda, że rodzimy się aktorami. W życiu gramy role dzieci i dorosłych, mężów i żon, ojców i matek, lekarzy, nauczycieli, pilotów, a czasami niestety i bezdomnych.

Uważny czytelnik powinien w tym momencie zwrócić mi uwagę, że zamiast „gramy”, powinienem użyć słowa „występujemy”. Gdybym na tę uwagę przystał, cały dalszy tekst straciłby właściwie sens. Ale ja świadomie użyłem czasownika gramy, przynajmniej na potrzeby tego krótkiego tekstu.

Gramy najczęściej bez przygotowania, bez znajomości roli, nie wspominając o jakimkolwiek scenariuszu. Nasze role to w znacznej części improwizacja, która grana na deskach teatru „położyłaby” każdy spektakl. A życie jest co prawda spektaklem, ale nie obowiązują w nim teatralne reguły i nigdy nie pojawi się dubler, czy sufler. Po co zatem grać rolę, której się nie chciało, wybrało się ją przypadkowo lub nie daj Boże, została nam narzucona? Nie wiem. Ile ludzkich osobowości, tyle zapewne będzie odpowiedzi. I zapewne większość będzie logiczna, spójna i nosząca pozory sensowności. Powtórzę pytanie: po co robimy coś, o czym nie mamy pojęcia, nie potrafimy i co gorsza, nie próbujemy nawet przewidzieć konsekwencji, ale z uśmiechem na twarzy np. mówimy tak i gramy rolę kochającego męża? Co jest w nas takiego, że nie potrafimy przyznać się do niewiedzy, dyletanctwa, braku umiejętności i warsztatu aktorskiego? Brniemy najpierw po kostki, później po kolana, coraz dalej od brzegu, mając usta zaciśnięte w krzywym uśmiechu i niosąc w plecaku fałszywe poczucie szczęścia? Nie znam odpowiedzi na te pytania i nie wiem nawet, czy chciałbym je poznać.

Chciałbym za to bardzo wierzyć, że zacząłem jednak iść w drugą stronę i zbliżać się do brzegu, a plecak staje się trochę mniej kłopotliwym ciężarem. I co ważne, za horyzontem zaczyna się pojawiać słońce. Przestaję udawać. Odnalazłem swoje buty i okazało się, że nadal pasują. Spojrzałem w lustro i dostrzegłem zarys prawdziwego człowieka, nie aktora. Dociera do mnie, że mój poziom aktorstwa jest żaden, więc nie mogę od życia oczekiwać żadnej nagrody. Dociera do mnie, że bycie „naturszczykiem”, to nie jest żadna kara, to nie jest nic złego. To jest swoboda, dzięki której nigdy nie wypadnę z roli, nigdy nie zapomnę żadnego dialogu. Gram rolę stworzoną tylko dla mnie, jedyną i niepowtarzalną. Moją rolę. I niech już tak zostanie.

 

ZAPISZ SIĘ DO NEWSLETTERA, A OTRZYMASZ POWIADOMIENIE O KOLEJNYM WPISIE W „Punkcie widzenia”! W KAŻDYM NEWSLETTERZE CZEKA NA CIEBIE PREZENT 🙂