O sile emocji w… relacjach

W jednym ze swoich artykułów napisałam kiedyś, że nie ma relacji bez komunikacji. I oczywiście nie wycofuję się z tego 🙂 Wciąż to podtrzymuję 🙂

Każda relacja wymaga rozmowy, komunikowania się: i ta bardzo prywatna, i ta zawodowa. Jeśli nie umiemy się ze sobą porozumiewać, szwankują nasze relacje. To, że potrafimy mówić, nie oznacza jeszcze, że potrafimy się porozumiewać. Wiele jest składowych tego, co nazywamy porozumieniem 🙂 Jedną z nich są na pewno emocje.

Emocje odczuwamy, czy tego chcemy czy też nie.

Pojawiają się samoistnie, często szybciej niż nasze myśli, choć to właśnie myślom dajemy prymat nad emocjami. Dlaczego? Bo wydaje nam się, że nad swoimi myślami mamy władzę, możemy nimi zarządzać. Po części oczywiście tak jest, wobec tego staramy się wiele kwestii racjonalizować, również tych niepoddających się ratio 🙂 Tak też zaczynamy traktować emocje, czyli z perspektywy rozumu a przecież „serce ma racje, których rozum nie zna”.

Emocje w relacjach są ich częścią składową. Wchodzenie w relacje, to zaakceptowanie faktu, że emocje się pojawią. To również zaakceptowanie faktu, że może pojawić się konflikt, odmienność stanowisk, a więc czasami bardzo silne emocje. Warto zdawać sobie z tego sprawę, bo świadomość tego faktu przygotowuje nas na spotkanie z emocjami – własnymi i innych ludzi, z którymi tworzymy relacje. Tak naprawdę owa świadomość otwiera nas na relacje.

Chciałabym tu jeszcze nadmienić to, co wypłynęło na jednym z prowadzonych przeze mnie warsztatów. Konflikt i odmienność stanowisk to nie to samo co kłótnia. Ta ostatnia może być wynikiem nieumiejętnej komunikacji lub poddawania się emocjom właśnie. Konflikt, odmienność stanowisk potrzebuje bardzo wysokich kompetencji komunikacyjnych, choć nie zawsze prowadzą one do wspólnego porozumienia i jednolitego dla obu stron stanowiska. Konflikt wymaga od stron „zarządzania” swoimi emocjami.

Emocje odczuwamy „wewnątrz nas”.

Bywają bardzo silne i bardzo delikatne, ich skala i różnorodność mogą nas zadziwić, jeśli już nauczymy się je rozpoznawać – nazywać. Ten etap można zdefiniować jako intrakomunikację, czyli rozmowę z samym sobą. Dzięki temu wewnętrznemu dialogowi poznajemy sami siebie, zaczynamy siebie lepiej rozumieć, stajemy się bardziej siebie świadomi. Ten krok to również pierwszy krok do komunikacji interpersonalnej. Rozumiejąc swoje emocje, otwieramy się na rozumienie emocji innych – partnerów, dzieci, współpracowników, szefów. To rozumienie wyzwala potrzebę dialogu na innym poziomie, bo zaczynamy odczuwać potrzebę wyrażania emocji. W rozmowie i relacjach schodzimy na głębszy poziom wymagający od nas innego sposobu komunikacji – mówienia o tym, co czujemy. Warto w tym miejscu zauważyć, że emocje nie podlegają dyskusji, nikt nie może ich zakwestionować, co bardzo otwiera na partnerski dialog.

Rozmowa na poziomie emocji wymaga innego stylu komunikacji. Wymaga stosowania komunikatu „JA” zamiast często w relacjach stosowanego komunikatu „TY”. Mówienie z perspektywy „JA” nie wywołuje reakcji obronnych, nie jest bowiem rozumiane jako atak. Sprzyja spokojnemu rozważaniu różnych kwestii, również tych spornych. Na koniec pragnę zaznaczyć, że warto wyrażać wszystkie nasze emocje (radość szczęście, zadowolenie, uznanie, podziw…) 🙂 a nie tylko te, które sprawiają nam kłopot (złość, gniew, rozgoryczenie, zwątpienie, smutek).Nie ma dobrych ani złych emocji, a wszystkie są częścią nas i naszych relacji.

Każdy z nas ma inteligencję emocjonalną. Każdy z nas ma intuicję 🙂 Nie każdy jednak z nich korzysta. Nasza kultura ostatnich dziesięcioleci wykształciła paradygmat rozumu i logicznego myślenia. Nie kwestionuję tego, bo kartezjańska formuła definiuje nas jako istoty wyjątkowe i jedyne w swoim rodzaju. Niemniej jednak jesteśmy też jako ludzie istotami emocjonalnymi i to nas wyróżnia tak samo jak zdolność myślenia. Myślę, że warto uznać fakt emocjonalnego aspektu ludzkiego istnienia dla dobra nas samych i naszych relacji. To, co czujemy, często bywa istotniejsze niż to, co myślimy. To właśnie uczucia i emocje determinują nasze decyzje, wybory, zachowania. Znacie to, że najpierw zrobisz, potem pomyślisz? To jest właśnie działanie z poziomu emocji 🙂 I nie ma chyba nikogo, komu taka sytuacja by się nie przytrafiła. A zatem zachęcam do spotkań ze swoimi emocjami. Zachęcam do komunikowania swoich emocjonalnych stanów i potrzeb. Zachęcam do szacunku wobec emocji drugiego człowieka: partnera, dziecka, współpracownika, szefa. Zachęcam do uznania emocji, jako immanentnego doświadczenia ludzkiej egzystencji.

Jeszcze raz przypomnę: nie ma dobrych i złych emocji. Wszystkie są po coś, ale o tym już innym razem 🙂